Dlaczego właśnie pętla do Brodów? Charakter trasy i dla kogo
Spokojny spacer zamiast „wyrypy” w górach
Mała pętla do Brodów pod Lanckoroną to propozycja dla tych, którzy chcą pochodzić po pagórkach, ale bez górskiej spiny. Zamiast stromych podejść i tłumów na szlakach są tu polne drogi, boczne asfalty, kapliczki przy rozstajach i szerokie panoramy na Pogórze. To spacer, na który można zabrać osobę rzadko chodzącą pieszo, dzieci albo kogoś, kto zwykle męczy się już po kilometrze miejskiego chodzenia – przy dobrym nastawieniu naprawdę daje się przejść bez dramatów.
Trasa ma naturalny, „wiejski” charakter. Zaczyna się w zabudowie (najczęściej w Lanckoronie lub w Brodach), szybko wychodzi na otwartą przestrzeń i prowadzi łagodnymi grzbietami między polami. Z jednej strony widać pagórkowaty krajobraz Małopolski, z drugiej – wciąż jest się blisko cywilizacji: domów, przystanków, małych sklepików. Nawet jeśli ktoś się zmęczy, łatwo skrócić pętlę i zejść wcześniej do drogi.
Dla osób przyzwyczajonych do Tatr czy Beskidów będzie to raczej spacer krajobrazowy niż „prawdziwa wyprawa”. Dla rodzin, spacerowiczów i miłośników fotografii – bardzo wdzięczna, spokojna wycieczka, którą można zorganizować niemal „z marszu” po zwiedzeniu Lanckorony.
Długość, przewyższenia i realne odczucie trudności
Mała pętla z Lanckorony do Brodów i z powrotem (różnymi drogami) to przeważnie około 6–8 km, zależnie od wybranego wariantu. Są to odległości typowe dla niedługiego, popołudniowego spaceru. Osoba o przeciętnej kondycji przejdzie całość w 2–2,5 godziny czystego marszu. Przy spokojnym tempie, zdjęciach po drodze i krótkim odpoczynku w punkcie widokowym robi się z tego miłe 3–4 godziny włóczenia się po pagórkach.
Przewyższenia są odczuwalne, ale dalekie od górskich standardów. Całość można opisać jako rolkowy teren: łagodne podejścia, potem odcinek wypłaszczenia, znów delikatny podjazd albo zejście. Jedyny fragment, który bywa bardziej męczący, to zejście lub podejście od strony Brodów do grzbietu – ale i ono nie jest długie. Osoby zupełnie nienawykłe do chodzenia mogą potrzebować częstszych przerw, jednak nie muszą obawiać się przepaści, ekspozycji czy bardzo stromych stoków.
W skrócie: dla niedzielnego piechura trasa będzie „czuję, że nogi pracują, ale spokojnie daję radę”. Dla kogoś, kto regularnie chodzi po Beskidach, to będzie raczej lekki, widokowy spacer idealny na dzień regeneracyjny lub wyjazd z rodziną.
Dla kogo to dobra propozycja, a kto się rozczaruje
Mała pętla do Brodów sprawdzi się znakomicie w kilku scenariuszach:
- Rodziny z dziećmi – nie ma tu przepaści, sztucznych ułatwień ani długich, monotonnych podejść. Sporo się zmienia w krajobrazie, są kapliczki, ciekawe domy, zwierzęta gospodarskie; łatwo znaleźć powód, by zatrzymać się i opowiedzieć dzieciom jakąś historię.
- Osoby „z miasta” szukające oddechu – przyjeżdżający z Krakowa czy Katowic często chcą po prostu przejść się po ciszy, zobaczyć szeroki horyzont i zjeść coś dobrego w Lanckoronie. Ta pętla świetnie spina takie popołudnie.
- Początkujący piechurzy – ktoś, kto boi się od razu ruszać w Beskidy, może tu spokojnie przetestować, jak reaguje na 6–8 km chodzenia po pagórkach.
- Miłośnicy fotografii krajobrazowej – otwarte grzbiety, widok na Lanckoronę, dalsze pasma górskie i mozaika pól dają sporo tematów do zdjęć o różnych porach dnia.
Z kolei mogą się rozczarować osoby, które szukają:
- ostrzejszej, górskiej przygody z długimi podejściami i poczuciem „wysokich gór”,
- długiej, ambitnej trasy na wiele godzin marszu – wtedy lepiej połączyć ten spacer z dodatkowymi odcinkami w stronę Kalwarii lub w Beskid Makowski,
- bardzo dzikiej przyrody – to wciąż teren wiejski, z polami, asfaltami i zabudową, choć ruch samochodowy jest niewielki.
Krajobraz „lanckorońskich pagórków” – co go wyróżnia
Okolica Lanckorony i Brodów to typowy pejzaż Pogórza: pofalowany teren, niewysokie grzbiety i doliny, mozaika pól, łąk, zagajników i rozsianych domów. Dla wielu osób, które wychowały się w miastach, to właśnie taki krajobraz jest „prawdziwą Polską” – trochę sielski, trochę roboczy, ale autentyczny.
Idąc małą pętlą, przechodzi się przez kilka stref: zabudowaną (domy, ogrody, często przydomowe kury i psy za płotem), półotwarty krajobraz z pojedynczymi drzewami i miedzami, oraz odcinki bardziej zadrzewione, gdzie droga wchodzi na chwilę w cień. Na horyzoncie widać często Beskidy: Makowski i Żywiecki, a czasem też Śląski, zależnie od przejrzystości powietrza. Gdy spojrzy się w inną stronę, pojawia się panorama na Kalwarię Zebrzydowską i jej charakterystyczne wzgórza z dróżkami.
Ten krajobraz jest szczególnie wdzięczny w przełomie pór roku. Wczesną wiosną kontrastuje brunatna ziemia pól z soczystą zielenią łąk; latem pszenica i kukurydza rysują geometryczne pasy; jesienią królują mgły i dym z ognisk. To właśnie na takich pagórkach najlepiej widać, jak bardzo czas płynie tu zgodnie z rytmem prac polowych.
Jak pętla do Brodów wpisuje się w zwiedzanie okolic Lanckorony
Lanckorona przyciąga głównie klimatem miasteczka na wzgórzu: drewnianą zabudową, kawiarniami, ruinami zamku, brukowanym rynkiem. Wiele osób przyjeżdża, przechodzi się po centrum, wypija kawę i… nie bardzo wie, co dalej. Mała pętla do Brodów jest naturalnym przedłużeniem takiej wizyty.
Scenariusz dnia może wyglądać bardzo prosto: przyjazd, spacer po Lanckoronie, kawa i coś słodkiego, a potem 2–3 godziny spokojnego przejścia pętlą do Brodów. Można też zrobić odwrotnie – rano spacer, a po południu dłuższe siedzenie w miasteczku. Ta trasa dobrze „czyści głowę” i rozciąga nogi po siedzeniu przy stoliku.
Co ważne, pętla jest na tyle krótka, że bez problemu da się ją zintegrować z innymi atrakcjami regionu: Kalwarią Zebrzydowską, Wadowicami, krótkim wypadem nad Skawę. Dla osób planujących weekendowy wyjazd to świetny wypełniacz pomiędzy bardziej „klasycznymi” punktami programu.
Gdzie są Brody i jak się wpasowują w okolice Lanckorony
Położenie Brodów względem Lanckorony i głównych dróg
Brodów nie da się zrozumieć bez świadomości, gdzie dokładnie leżą. To wieś przylegająca do Lanckorony od południowego wschodu, właściwie „podklejona” do stoków wzgórza lanckorońskiego. Samochodem z rynku w Lanckoronie do pierwszych zabudowań Brodów jedzie się kilka minut, pieszo to około kwadrans z górki.
W szerszej skali, Brody leżą pomiędzy trzema ważnymi punktami regionu:
- Lanckorona – historyczne miasteczko na wzgórzu, turystyczne serce okolicy,
- Kalwaria Zebrzydowska – kilka kilometrów na północny wschód, z sanktuarium i dróżkami pasyjnymi,
- droga krajowa nr 52 (Kraków–Bielsko-Biała) – biegnąca na północ od Lanckorony i Brodów, przez Kalwarię Zebrzydowską i Wadowice.
Dzięki temu Brody są jednocześnie na uboczu i blisko cywilizacji. Z głównej trasy można tam zajechać w kilkanaście minut, ale na miejscu dominuje pejzaż wsi, a nie ruch tranzytowy. To położenie sprawia, że mała pętla z Lanckorony przez Brody świetnie nadaje się na półdniową wycieczkę przy okazji przejazdu przez Małopolskę.
Charakter Brodów: wieś na stoku z mozaiką pól
Brodów nie da się pomylić z turystyczną Lanckoroną. Wieś rozciąga się wzdłuż stoków i dolinek, zabudowa jest bardziej rozproszona, a większość domów to normalne, zamieszkane na co dzień gospodarstwa. Widać tu zadbane ogrody, pola uprawne, sady i łąki. Przy wielu domach stoją maszyny rolnicze, drewno do kominka, czasem małe stodoły.
Spacerując przez Brody, obserwuje się na żywo codzienne życie wiejskie, a nie wyłącznie pod turystów przygotowaną scenografię. Rano słychać traktor, koguta i psy; po południu rozmowy przy płocie i odgłosy z podwórek. Dla mieszczucha to często pierwsze, bliższe spotkanie z prawdziwą, współczesną wsią, a nie tylko z folderowymi obrazkami.
W krajobrazie dominuje mozaika pól i pastwisk. Na każdym grzbiecie i w każdej dolince widać inną kombinację: tu pasek zboża, obok ziemniaki, dalej łąka koszona na siano. Dzięki temu spacer do Brodów jest ciekawy również „z bliska”, nie tylko w perspektywie panoram – można obserwować strukturę ziemi, roślinność, zmiany między porami roku.
Różnice między Brodami a Lanckoroną
Lanckorona jest nastawiona na turystów: kawiarnie, pensjonaty, galerie, klimatyczne uliczki. Brody są jej spokojniejszym, roboczym zapleczem. Zamiast stylizowanych szyldów i wystaw – zwykłe sklepy, warsztaty, gospodarskie podwórka. Obie miejscowości łączy bliskość, ale dzieli funkcja: jedna przyciąga gości, druga żyje własnym rytmem.
Dla spacerowicza to duża zaleta. Pętla Lanckorona–Brody pozwala przejść przez dwa zupełnie różne światy w kilka godzin: najpierw historyczne miasteczko na wzgórzu, potem zwykłą, współczesną wieś. Taki kontrast sprawia, że wycieczka jest pełniejsza – nie kończy się tylko na oglądaniu ładnych fasad, ale sięga też głębiej w codzienność regionu.
Wrażenie jest podobne do sytuacji, gdy po zwiedzeniu zabytkowego rynku w większym mieście przechodzi się bocznymi uliczkami na osiedla, gdzie ludzie rzeczywiście mieszkają. Brodów nie da się „upiększyć” pod turystów, i w tym tkwi ich urok.
Powiązania szlaków i możliwości przedłużenia wycieczki
Mała pętla do Brodów może być celem samym w sobie, ale równie dobrze staje się punktem wyjścia do dłuższych marszów. Zależnie od tego, gdzie dokładnie zaczyna się spacer, pojawiają się różne warianty:
- W stronę Lanckoronki i dalszych grzbietów – z okolic Lanckorony można przedłużyć spacer w kierunku innych wsi (np. Skawinek), łącząc pętlę z dłuższą wędrówką po pogórzu.
- Do Kalwarii Zebrzydowskiej – niektóre lokalne drogi i ścieżki pozwalają zejść w stronę Kalwarii, łącząc krajobrazową pętlę z wizytą w sanktuarium i przejściem fragmentu dróżek.
- Połączenie z Beskidem Makowskim – dla osób, które nocują w okolicy i chcą ambitniejszej trasy „na drugi dzień”, łatwo zaplanować przejazd do położonych niedaleko miejscowości będących bramą w Beskid (np. Stronie, Zembrzyce).
Takie powiązania są szczególnie przydatne, gdy planuje się kilkudniowy pobyt w Lanckoronie i nie chce się powtarzać wciąż tych samych tras. Pętla do Brodów może być pierwszym, rozgrzewkowym spacerem, po którym łatwiej dobrać kolejne wycieczki do kondycji i upodobań uczestników.
Jak dojechać w rejon trasy i gdzie zostawić samochód
Dojazd z Krakowa, Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej
Do małej pętli do Brodów najczęściej startuje się z Lanckorony. Z Krakowa najwygodniej dojechać drogą krajową nr 7 (zakopianka) w kierunku Myślenic, a następnie odbić na Skawinę i Kalwarię Zebrzydowską, albo od razu kierować się drogą nr 52 przez Skawinę i Kalwarię. Czas przejazdu to zwykle około 50–70 minut, w zależności od natężenia ruchu.
Dojazd komunikacją publiczną i łączenie z innymi wycieczkami
Osoby bez samochodu też bez problemu dotrą w rejon pętli. Najprostszym rozwiązaniem jest pociąg do Kalwarii Zebrzydowskiej (linia Kraków–Zakopane lub Kraków–Bielsko-Biała), a dalej bus lub autobus w stronę Lanckorony. Z dworca w Kalwarii do centrum Lanckorony jest kilka kilometrów – część osób łączy ten odcinek w jeden dłuższy spacer, ale najczęściej wygodniej podjechać busem.
Z Wadowic i innych miasteczek przy drodze krajowej 52 kursują lokalne busy, które zatrzymują się w Kalwarii lub jej okolicy, skąd znów łatwo przesiąść się w kierunku Lanckorony. Rozkład jazdy bywa zmienny, szczególnie w weekendy i święta, dlatego przed wyjazdem dobrze jest sprawdzić aktualne kursy w internecie lub na przystankach.
Ciekawą opcją jest też rower + pociąg. Do Kalwarii można dojechać pociągiem z rowerem, a następnie podjechać spokojnym tempem w stronę Lanckorony, zostawić rower przy rynku czy przy pensjonacie i zrobić pętlę pieszo. Pogórze jest pagórkowate, ale przy spokojnym tempie i bez presji czasu taki zestaw działa bardzo dobrze.
Propozycje miejsc parkingowych w Lanckoronie i okolicy
Samochodem najczęściej dojeżdża się bezpośrednio pod Lanckoronę. Wykorzystuje się wtedy kilka typowych miejsc:
- Okolice rynku w Lanckoronie – wzdłuż ulic dojazdowych i przy samym rynku są miejsca postojowe. To wygodne rozwiązanie, jeśli planuje się najpierw spacer po miasteczku, a dopiero potem wyrusza na pętlę.
- Wyznaczone parkingi przy wjeździe do Lanckorony – z reguły nieco dalej od centrum, ale dzięki temu łatwiej o miejsce, szczególnie w słoneczne weekendy.
- Mniejsze zatoczki i miejsca przy drogach lokalnych – w drodze z Kalwarii do Lanckorony pojawiają się punkty, gdzie można zostawić auto i wejść na pętlę „od boku”. To opcja dla osób, które znają już rynek i chcą od razu wejść w bardziej widokową część trasy.
Przy wyborze miejsca postojowego opłaca się kierować prostą zasadą: nie blokować wjazdów na posesje i maszyn rolniczych. W rejonie Brodów traktory i inne pojazdy wiejskie poruszają się często i w nietypowych porach, więc samochód zostawiony „na chwilę” w niewłaściwym miejscu potrafi skutecznie utrudnić komuś pracę.
Start trasy z Brodów – alternatywa dla nocujących poza Lanckoroną
Choć klasyczny wariant zakłada start z Lanckorony, nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć pętlę w samych Brodach. Kto nocuje np. w agroturystyce czy prywatnych kwaterach w tej wsi, może po prostu wyjść z domu i dołączyć do pętli w jednym z jej punktów.
W takim układzie kierunek marszu można dobrać dowolnie: najpierw podejście do Lanckorony, kawa na rynku i powrót pętlą inną drogą, albo odwrotnie – najpierw spokój pól i panoram, na końcu zakończenie w miasteczku. Dla osób przyjeżdżających z dalsza i śpiących w Brodach to często wygodniejszy schemat dnia, bo nie trzeba wracać do auta pod stromą górę.

Przebieg małej pętli: ogólny zarys trasy krok po kroku
Skąd dokładnie wystartować: rynek, okolice kościoła, kawiarnie
Najbardziej naturalny punkt startowy to rynek w Lanckoronie. Kto przyjeżdża autem lub busem, zazwyczaj i tak tu trafia – choćby na krótki spacer między drewnianymi domami. Z rynku łatwo jest wybrać jedną z ulic prowadzących w dół w stronę Brodów; szczegóły wariantu można potem dopasować w terenie.
Część osób wybiera jednak jako start okolice kościoła w Lanckoronie lub teren pod zamkiem. Daje to możliwość zrobienia krótkiej „rozgrzewki” po miasteczku, przejścia przez rynek i dopiero potem zejścia w stronę Brodów. Różnice w długości pętli są niewielkie, zmienia się głównie charakter pierwszych kilkunastu minut wycieczki.
Etap 1: Zejście z Lanckorony w stronę Brodów
Pierwszy etap pętli to zejście z lanckorońskiego wzgórza. Co do zasady prowadzi on w dół, lokalnymi drogami i uliczkami, które stopniowo przechodzą z zabudowy „miasteczkowej” w bardziej wiejską. Znika bruk i kawiarniane stoliki, pojawiają się przydomowe ogródki, warzywniaki, małe sady.
W tym odcinku dobrze jest zwracać uwagę na to, jak zmienia się architektura i rozplanowanie zabudowy. Drewniane domy lanckorońskie ustępują miejsca nowszym domom jednorodzinnym, często z dużymi ogrodami. Samo zejście nie jest trudne technicznie, ale miejscami bywa dość strome. Przy deszczu lub po roztopach nawierzchnia może być śliska – szczególnie tam, gdzie pojawia się ubita ziemia lub żwir.
Etap 2: Wejście w Brody i pierwsze otwarcia krajobrazu
Po kilkunastu–kilkudziesięciu minutach marszu w dół wchodzi się w pierwsze zabudowania Brodów. Droga zaczyna się wypłaszczać, a horyzont otwiera – to moment, kiedy po raz pierwszy widać szersze panoramy na pobliskie pagórki i dalsze pasma Beskidów.
Ten odcinek często prowadzi między domami a polami. Po jednej stronie ogrodzone działki, po drugiej uprawy lub łąki. W zależności od obranej wersji pętli, trasa może na chwilę wprowadzić na odcinek asfaltowy, którym poruszają się też samochody mieszkańców. Ruch bywa jednak niewielki, a kierowcy są przyzwyczajeni do pieszych.
W praktyce to właśnie tutaj wiele osób robi pierwszą krótką przerwę – na zdjęcie kurtki, łyk wody, szybkie rozejrzenie. Po wejściu w Brody czuje się już wyraźnie, że jest się poza charakterem miasteczka, a jednocześnie wciąż „w zasięgu ręki” Lanckorony.
Etap 3: Odcinek polny – serce pętli z najlepszymi widokami
Dalej pętla prowadzi w bardziej otwarty teren. Droga zmienia się w polny trakt, częściowo utwardzony, miejscami nieco błotnisty po deszczu. To właśnie na tym fragmencie pojawiają się najciekawsze panoramy: szerokie widoki na pola, sąsiednie grzbiety i dalsze góry.
Trasa faluje delikatnie – raz lekko w dół, raz do góry – ale bez długich, męczących podejść. Dla nóg to bardzo przyjemny rytm: pracują, ale nie „palą”. W miarę oddalania się od domów robi się ciszej, słychać głównie wiatr, ptaki i pojedyncze odgłosy z oddalonych gospodarstw.
Ten odcinek można przejść szybciej lub wolniej, ale wiele osób wydłuża go naturalnie, zatrzymując się co jakiś czas na zdjęcia albo po prostu na chwilę patrzenia w dal. Kto lubi obserwować szczegóły, znajdzie tu sporo materiału: budowę miedz, małe skarpy erozyjne, różnice w roślinności między poszczególnymi fragmentami pól.
Etap 4: Powrót w stronę Lanckorony inną drogą
Po przejściu centralnego, polnego fragmentu pętla zaczyna zawracać w kierunku Lanckorony. Szlak – w zależności od wybranego wariantu – może częściowo wprowadzić na inną drogę niż ta, którą się schodziło. Dzięki temu całość nie jest „tam i z powrotem”, ale rzeczywiście ma charakter pętli.
Powrót zwykle oznacza łagodne podejście. Wchodzi się stopniowo z powrotem na wyższe partie pagórków, a zabudowa zaczyna się zagęszczać. Jeszcze przez chwilę towarzyszą panoramy, ale coraz częściej zamiast dalekich gór widać z bliska ogródki, przydomowe sady, ściany lasu.
Ostatnie kilkaset metrów to już typowo lanckorońskie klimaty: wąskie uliczki, charakterystyczne domy, niewielki ruch pieszy i samochodowy. Wiele osób kończy pętlę dokładnie tam, gdzie ją zaczęło – na rynku lub pod wybraną kawiarnią. Po 2–3 godzinach spokojnego spaceru kubek herbaty czy kawa smakują tu zupełnie inaczej.
Najładniejsze panoramy na trasie – gdzie się zatrzymać i co widać
Widoki na Beskid Makowski i Żywiecki
Najbardziej klasyczny motyw krajobrazowy na tej pętli to linie dalszych pasm Beskidów, widoczne nad bliższymi pagórkami. Przy dobrej przejrzystości powietrza rozpoznać można m.in. Beskid Makowski i Żywiecki, a przy wyjątkowo sprzyjających warunkach zarys Beskidu Śląskiego.
Odcinki z takimi widokami pojawiają się przede wszystkim na środkowej, polnej części pętli. Tam horyzont jest najmniej zasłonięty przez zabudowę i drzewa. Dobrym punktem orientacyjnym są wszelkie wypiętrzenia grzbietu – nawet niewielkie pagórki kilka metrów wyżej potrafią odsłonić dużo szerszą panoramę.
Jeśli ktoś zabierze ze sobą prostą mapę turystyczną lub aplikację mapową, może spróbować zidentyfikować pojedyncze szczyty. To niezła zabawa, szczególnie dla dzieci: „Który to Mogielnica, a który Lanckorońska Góra?”. Takie ćwiczenie pomaga lepiej „poukładać” sobie przestrzeń w głowie.
Panorama na Kalwarię Zebrzydowską i okolice
Drugim charakterystycznym kierunkiem widokowym jest strona Kalwarii Zebrzydowskiej. Z niektórych punktów na pętli widać nie tylko miasto, ale też pagórkowaty teren dróżek pasyjnych, rozsianych kapliczek i kościoła sanktuaryjnego. To krajobraz bardziej „zorganizowany” niż surowe pagórki – ludzką ręką uformowany od kilku stuleci.
Żeby zobaczyć Kalwarię w pełnej krasie, trzeba złapać odpowiedni fragment trasy, gdzie brak jest zadrzewień zasłaniających widok. W praktyce wystarczy co jakiś czas obejrzeć się za siebie lub stanąć przy skraju drogi polnej. Nawet jeśli świątynia nie jest idealnie widoczna, czytelna jest cała struktura wzgórz wokół.
Mikropanoramy na pobliskie grzbiety i doliny
Poza dalekimi widokami, mała pętla oferuje mnóstwo krótkich, lokalnych panoram: na sąsiednie wioski, pojedyncze grzbiety, dolinki z potokami. To nie są widoki „na magnesy z lodówki”, ale bardzo dobrze oddają charakter pogórza – pofałdowaną powierzchnię terenu, w którą wpisane są pola, domy, drogi i linie drzew.
Widać tu na przykład strukturę rozłogów: małych, wąskich pól oddzielonych miedzami, które kiedyś należały do poszczególnych gospodarzy. Czasem da się rozpoznać też starsze granice, po których zostały pasy drzew lub krzewów. To ciekawy przykład tego, jak dawne podziały społeczne i własnościowe wciąż „czyta się” w krajobrazie.
Najlepsze pory dnia i roku na widoki
Odbiór panoram bardzo zależy od światła. Rano i późnym popołudniem kontrast między pagórkami a dolinami jest wyraźniejszy, bo słońce pada pod ostrym kątem, rysując cienie. W południe wszystko bywa spłaszczone, szczególnie w upalny, letni dzień, gdy powietrze migocze od gorąca.
Pora roku zmienia krajobraz równie mocno. Wiosną dominują świeże zielenie, gdzieniegdzie przełamane brunatną ziemią pól. Latem dochodzą żółcie zbóż i głębsza zieleń kukurydzy. Jesień przynosi mgły w dolinach i przydymione barwy drzew, a zimą – przy odpowiedniej ilości śniegu – pagórki zamieniają się w spokojne, białe formy, z których wystają tylko linie drzew i dachy domów.
Kto planuje zdjęcia, może celować w dzień po przejściu frontu z deszczem lub burzami. Powietrze jest wtedy przewiane, przejrzystość bardzo dobra, a góry w tle widać znacznie wyraźniej niż w okresach długotrwałej, suchej pogody.
Dokładniejszy opis odcinków pętli – orientacja w terenie
Odcinek lanckoroński: labirynt uliczek i wybór wariantu zejścia
W Lanckoronie sieć uliczek jest gęsta i nie do końca regularna, co daje poczucie lekkiego labiryntu. Dla pętli do Brodów oznacza to po prostu kilka równorzędnych wariantów zejścia. Można kierować się ku wschodnim obrzeżom miasteczka, wybierając drogi, które łagodnie wychodzą z rynku, albo zejść nieco bardziej na południowy ws
