Lanckorona o świcie i po zmroku: plan dnia z najlepszymi widokami

1
96
Rate this post

Nawigacja po artykule:

Jak zaplanować dzień „świt–zmrok” w Lanckoronie: założenia i strategia

Cel jest prosty: jeden intensywny, ale spokojny dzień w Lanckoronie, który maksymalnie wykorzystuje światło, widoki i atmosferę miejsca. Od pierwszej poświaty nad Beskidami po ciche, żółte latarnie wokół rynku – bez zbędnego krążenia, bez nerwowych decyzji „co teraz?”, z logiczną kolejnością punktów.

Lanckorona to małe miasteczko na wzgórzu, ale zaskakuje liczbą perspektyw. Ten sam dom wygląda zupełnie inaczej o 6:00, 14:00 i 20:00, a kilka kroków w bok potrafi całkowicie zmienić kadr. Rano dominuje miękkie, chłodne światło i często mgły, w południe – ostre słońce i kontrasty, wieczorem – długie cienie i ciepła poświata zachodu nad Beskidami, a po zmroku światło latarni i okien. Cały plan dnia wykorzystuje właśnie te zmiany nastroju.

Dlaczego warto zacząć przed świtem i zostać do późnego wieczora

Lanckorona o świcie jest praktycznie pusta. To najlepszy moment na panoramy, zdjęcia bez tłumów i wejście w dzień bez hałasu. Światło jest wtedy najbardziej „fotogeniczne” – szczególnie przy widoku na Beskidy z okolic ruin zamku. Z kolei Lanckorona wieczorem nabiera kameralnego klimatu: ciche rozmowy w kawiarniach, żółte światło w oknach drewnianych domów i niemal brak samochodów na rynku.

Szybka logika planu:

  • Świt (ok. 30–45 min przed wschodem do ok. 7:00–7:30) – ruiny zamku, grzbiet wzgórza, pierwsze panoramy. Minimalny ruch, maksymalna koncentracja na widokach.
  • Wczesny poranek (7:00–10:00) – zejście na rynek, spacer po uliczkach, pierwsza kawa i śniadanie w kawiarni z widokiem, detale architektury w miękkim świetle.
  • Późny ranek i południe (10:00–15:00) – wnętrza, galerie, lunch, krótsze spacery w cieniu, reset. Czas, gdy światło jest najsłabsze do zdjęć, więc lepiej inwestować w klimat i historię.
  • Popołudnie, zachód słońca i wieczór (15:00–ok. 21:30 w sezonie) – dłuższa trasa widokowa, najlepsze kadry zachodu słońca w Lanckoronie, kolacja i spokojny spacer po zmroku po rynku i okolicach.

Taki rozkład minimalizuje „straty” na najgorsze światło, a jednocześnie nie zabija dnia tempem – da się zrobić ten plan w trybie slow travel, zatrzymując się na kawę czy krótki odpoczynek w kluczowych miejscach.

Dla kogo jest ten scenariusz zwiedzania

Plan dnia „Lanckorona o świcie i po zmroku” sprawdzi się głównie w kilku sytuacjach:

  • Jednodniowy wypad – z Krakowa lub okolic można spokojnie przyjechać, zrealizować cały dzień i wrócić późnym wieczorem.
  • Fotografowie (też amatorzy z telefonem) – harmonogram jest ustawiony pod światło, nie pod godziny otwarcia atrakcji. Kadry z porannych mgieł i zachodu słońca nad Beskidami są tutaj priorytetem.
  • Pary i osoby nastawione na klimat – dużo spaceru, kawiarnie z widokiem, spokojne zaułki, zero miejskiego hałasu.
  • Miłośnicy powolnego zwiedzania – mało „odhaczania atrakcji”, więcej bycia w miejscach i patrzenia, jak zmienia się światło i nastrój Lanckorony.

Trzeba jednak brać pod uwagę kilka parametrów „technicznych”: dzienny dystans spacerów to zwykle 8–12 km, z kilkoma podejściami pod górę. Przewyższenia nie są wysokogórskie, ale część podejść bywa śliska po deszczu i męcząca przy upale. Osoba o przeciętnej kondycji bez problemu sobie poradzi, jeśli pójdzie spokojnym tempem i zrobi przerwy w środku dnia.

Struktura dnia: cztery bloki i ich zadania

Dobrze ułożony plan dnia „świt–zmrok” w Lanckoronie można traktować jak prosty algorytm:

  • Blok 1 – Świt: minimalna liczba punktów, maksimum widoków. Ruiny zamku, pobliskie punkty na grzbiecie wzgórza. Priorytet: panoramy i poranne mgły.
  • Blok 2 – Poranek w miasteczku: rynek, boczne uliczki, pierwsze kawiarnie. Priorytet: detale drewnianej zabudowy, portrety, śniadanie z widokiem.
  • Blok 3 – Środek dnia: wnętrza, cienie, krótki chill. Priorytet: nie przegrzać się, nie męczyć oczu ostrym światłem, poznać historię i lokalne miejsca.
  • Blok 4 – Popołudnie i wieczór: dalsze trasy spacerowe Lanckorony, najlepsze punkty widokowe na zachód słońca, kolacja, spacer po zmroku z aparatem.

Wprowadzenie drobnych korekt pod porę roku (krótszy dzień zimą, dłuższy latem) polega głównie na przesunięciu bloków czasowych, a nie na rewolucji w kolejności.

Dojazd, parkowanie i logistyka na start dnia

Dobry plan dnia upada, jeśli na start utkniesz w korku albo będziesz krążyć 30 minut w poszukiwaniu miejsca parkingowego. Przy Lanckoronie skala jest mała, ale kilka detali logistycznych potrafi oszczędzić sporo nerwów.

Dojazd do Lanckorony z większych miast

Najczęstszy scenariusz to wyjazd z Krakowa. Dojazd samochodem zajmuje zwykle 45–60 minut w zależności od pory dnia i natężenia ruchu. Trasa prowadzi w kierunku Skawiny / Kalwarii Zebrzydowskiej, a końcówka to lokalne drogi z podjazdem pod Lanckoronę. Weekendowe poranki (4:30–6:00) są niemal puste, za to powroty między 18:00 a 21:00 mogą przytkać się w okolicach Skawiny lub zjazdów na obwodnicę.

Transport publiczny jest możliwy, ale mniej elastyczny w kontekście świtu i zmroku:

  • Pociąg do Kalwarii Zebrzydowskiej – dalej bus lub lokalny autobus w stronę Lanckorony. Wymaga sprawdzenia aktualnego rozkładu i dopasowania do godziny wschodu słońca.
  • Busy / autobusy z Krakowa – część kursów jedzie w stronę Kalwarii i zatrzymuje się w pobliżu Lanckorony, ale poranne godziny (przed wschodem) są ograniczone.

Dla planu „Lanckorona o świcie i po zmroku: plan dnia z najlepszymi widokami” samochód daje największą elastyczność: możesz dojechać odpowiednio wcześnie na świt i wrócić po kolacji bez oglądania się na rozkłady.

Parkowanie: gdzie zostawić auto na cały dzień

Kluczowy parametr: takie miejsce, z którego wygodnie ruszysz na świt na zamek, a potem nie będziesz musiał przepinać auta przy każdej zmianie aktywności. Najwygodniej jest zaparkować:

  • w okolicach rynku – wtedy cały dzień poruszasz się pieszo po promieniu kilkuset metrów od rynku i ruin zamku, a wieczorem masz blisko do auta po kolacji;
  • na jednym z parkingów poniżej centrum – jeśli przyjeżdżasz większym autem lub w szczycie sezonu, kiedy miejsca przy rynku mogą się szybko zapełniać w środku dnia.

Rano (przed 6:00–7:00) sytuacja jest prosta – miejsc jest zwykle dużo, zwłaszcza poza wakacyjnymi weekendami. Weekend w sezonie może być problematyczny od godziny 11:00 wzwyż, gdy pojawiają się jednodniowe wycieczki i grupy.

Istotne różnice między dniem roboczym a weekendem:

  • Dni robocze – więcej aut lokalnych, ale mniej turystów; zwykle da się spokojnie zaparkować bliżej rynku.
  • Weekend – mniej aut mieszkańców, więcej turystów i jednodniowych wyjazdów z Krakowa; kluczowa staje się wczesna godzina przyjazdu.

Punkt startowy: rynek czy okolice zamku

Start przy rynku ma jedną przewagę: łatwiej zaparkować na cały dzień i stopniowo zwiększać „wysokość” przechodząc do ruin zamku. Natomiast dla stricte fotograficznego polowania na świt nad Beskidami lepszy bywa start bliżej szczytu.

Wariant startuZaletyWady
RynekBlisko kawiarni, łatwy orientacyjnie, dobry punkt powrotu wieczoremŚwit wymaga dodatkowych minut podejścia pod górę
Okolice zamkuMinimalny czas od auta do punktu widokowego o świcieMniej wygodne zejście wieczorem po kolacji, potencjalnie słabsze opcje parkowania

W większości wypadków bardziej praktyczne jest zaparkowanie w okolicach rynku i podejście do zamku pieszo. Przy spokojnym tempie to 15–25 minut marszu, które o świcie dobrze rozgrzewają i pozwalają przyzwyczaić oczy do zmiany światła.

Warunki terenowe: buty, nawierzchnia, śliskość

Lanckorona nie jest Tatrami, ale kilka cech terenu trzeba wziąć pod uwagę:

  • Strome fragmenty dróg i ścieżek – prowadzące na wzgórze zamkowe i z powrotem do rynku mogą być męczące dla kolan przy zejściu.
  • Błoto i śliskie odcinki po deszczu – szczególnie w okolicach ruin zamku i na leśnych ścieżkach wzdłuż grzbietu wzgórza.
  • Śnieg i lód zimą – podejścia i zejścia potrafią wtedy zamienić się w małe lodowiska.

Minimalny sensowny zestaw na nogi to:

  • buty trekkingowe lub miejskie buty z dobrą podeszwą (agresywny bieżnik znacznie podnosi bezpieczeństwo na błocie i śniegu),
  • skarpety techniczne (w zimnych miesiącach – najlepiej warstwa termiczna + cienka skarpeta odprowadzająca wilgoć),
  • ewentualnie lekkie stuptuty (ochrona przed błotem lub śniegiem w dolnej części nogawek).

Uwaga: asfaltowe fragmenty w centrum nie oddają realnych warunków przy ruinach zamku – tam teren jest bardziej dziki. Warto dobrać obuwie pod „gorszy” wariant.

Świt w Lanckoronie: gdzie stanąć na pierwszy widok dnia

Świt w Lanckoronie to kluczowy moment całego planu. Od tego, gdzie staniesz 30 minut przed wschodem słońca, zależy jakość pierwszej serii „wow‑momentów”. Widok na Beskidy z grzbietu wzgórza i okolic ruin zamku daje duże pole do manewru.

Optymalna godzina przyjazdu względem pory roku

Reguła jest prosta: przyjedź 30–45 minut przed wschodem słońca. Ten bufor potrzebny jest na:

  • zaparkowanie bez stresu,
  • spokojne dojście do wybranego punktu widokowego,
  • chwilę na adaptację oczu do zmieniającego się światła.

Przykładowo, jeśli wschód słońca wypada o 5:15, sensowną godziną dotarcia do Lanckorony będzie 4:30–4:40. Latem oznacza to bardzo wczesny wyjazd z Krakowa, ale nagrodą są niemal gwarantowane puste ścieżki i pierwsze, miękkie światło na horyzoncie. Zimą wschód jest później, więc logistycznie jest łatwiej, ale trzeba doliczyć czas na potencjalnie gorsze warunki drogowe.

Warto sprawdzić godzinę wschodu w aplikacji pogodowej dzień wcześniej i doliczyć swój „czas reakcji” – jeśli wiesz, że potrzebujesz chwili na ogarnięcie sprzętu po wyjściu z auta, dodaj kolejne 10 minut.

Ruiny zamku: główny punkt widokowy na świt

Ruiny zamku lanckorona i okolice to naturalny wybór na pierwszy widok dnia. Z tego rejonu rozciąga się szeroka panorama na Beskidy, a sam teren daje kilka wariantów kadrowania: z fragmentami murów, z drzewami w kadrze lub z otwartym horyzontem.

Praktyczny scenariusz:

  • z rynku kierujesz się jedną z dróg w górę (czas przejścia: 15–25 minut),
  • tuż poniżej ruin masz już pierwsze przebłyski panoramy – dobry moment, by ocenić, czy warto iść jeszcze kawałek wyżej,
  • na szczycie wybierasz albo skraj polany z widokiem na Beskidy, albo miejsce bliżej drzew – to drugie daje ciekawą ramę dla wschodzącego słońca.

Warunki terenowe o świcie są często wilgotne: rosa na trawie, czasem lekki przymrozek. Statyw potrafi ślizgać się na mokrych kamieniach, a podłoże potrafi „oddawać” wilgoć do butów. Tu ponownie przydaje się dobra podeszwa i coś, na czym można na chwilę usiąść (karimata składana, mały pokrowiec).

Grzbiet wzgórza: mniej oczywiste miejsca na pierwszy kadr dnia

Jeśli po dojściu do ruin jest jeszcze zapas czasu do wschodu, można „przeskoczyć” na grzbiet wzgórza i poszukać alternatywnych perspektyw. Chodzi przede wszystkim o krótkie odejście od najbardziej oczywistych miejsc, gdzie zwykle staje większość osób.

Praktyczny schemat działania:

  • sprawdzasz główny widok przy ruinach i ocenisz, jak układają się chmury oraz mgły w dolinach,
  • idziesz 5–10 minut wzdłuż ścieżek grzbietowych, wypatrując prześwitów między drzewami,
  • wybierasz punkt, w którym linia drzew tworzy ramę (naturalne obramowanie kadru) dla horyzontu.

Ścieżki na grzbiecie bywają węższe niż główny trakt na zamek, za to ruch jest praktycznie zerowy. To dobre miejsce, jeśli chcesz nagrywać timelapse (sekwencja zdjęć składana w film) albo pracować na dłuższym naświetlaniu bez ludzi wchodzących w kadr.

Tip: przy mapach offline (np. aplikacje typu Locus, OsmAnd, Mapy.cz) ustaw warstwę z cieniowaniem terenu. Różnice wysokości pomogą zorientować się, z których prześwitów masz realną szansę „zajrzeć” nad korony drzew, a gdzie horyzont będzie ucięty.

Światło o niebieskiej godzinie: zdjęcia przed samym wschodem

Około 30–10 minut przed wschodem zaczyna się tzw. niebieska godzina – faza, w której dominują chłodne, niebieskawe tony. W Lanckoronie, przy pogodzie z wysokim zachmurzeniem lub mgłami w dolinach, ta faza bywa ciekawsza niż sam moment wschodu.

Jak ją wykorzystać:

  • fotografuj w kierunku przeciwnym do wschodu – Beskidy wciąż są dobrze widoczne, a niebo za tobą ma często pastelowe przejścia,
  • włącz dłuższe czasy naświetlania (1–10 s) dla zmiękczenia struktury chmur,
  • szukaj kontrastów: latarnie nad rynkiem, pojedyncze okna z ciepłym światłem kontra zimny odcień nieba.

Przy fotografowaniu z długimi czasami ekspozycji (np. nocny tryb w telefonie) statyw przestaje być „opcją dodatkową”, a staje się krytycznym elementem. Nawet niewielkie poruszenie aparatu na śliskiej trawie potrafi zniszczyć serię ujęć.

Zimowe dachy historycznego miasteczka oświetlone jasnym porannym niebem
Źródło: Pexels | Autor: Chen Yang

Poranek po świcie: zejście do miasteczka i pierwsza kawa

Po wschodzie napięcie zwykle opada, a światło twardnieje i robi się mniej fotogeniczne. To dobry moment na spokojne zejście w stronę rynku i przełączenie się w tryb „klimatyczne detale zamiast dalekich panoram”.

Trasa zejściowa: ostre słońce kontra cienie uliczek

Ze szczytu warto zejść inną drogą niż ta, którą przyszedłeś. Układ ulic Lanckorony pozwala na małą pętlę: fragment leśny, potem przejście między starymi domami, aż wreszcie wyjście na rynek z innej strony.

Rano, przy niskim słońcu, wąskie uliczki dają świetny kontrast: jasne plamy światła na ścianach domów i głębokie cienie na bruku. Sprawdzają się wtedy proste ujęcia „geometrii”:

  • linie dachów zbiegające się w perspektywie,
  • cienie słupów i balustrad rysujące się na ścianach,
  • pojedyncze rośliny w donicach podświetlone bocznym słońcem.

Przy mocnym słońcu ekspozycja (jasność zdjęcia) staje się trudniejsza – sensownym kompromisem jest lekkie niedoświetlenie kadru. Później w obróbce łatwiej podciągnąć cienie niż uratować przepalone niebo.

Śniadanie i kawa: okno na rynek jako „drugi statyw”

Przyjazd na świt ma jedną zaletę pozafotograficzną: do kawiarni trafiasz wcześnie, gdy nie ma jeszcze tłumu. Stolik przy oknie z widokiem na rynek jest wtedy w zasięgu ręki.

Z poziomu kawiarni można spokojnie:

  • obserwować, jak rynek się budzi – pojedyncze auta, mieszkańcy idący do sklepu, pierwsze dostawy,
  • zrobić kilka dyskretnych kadrów „zza szyby”, wykorzystując odbicia i warstwy (szyba + wnętrze kawiarni + rynek w tle),
  • przeanalizować z mapą kolejne etapy dnia, gdy nie goni już cię zegarek świtu.

Tip: jeśli robisz zdjęcia przez szybę, przytnij dłonią lub ciemną chustką refleksy lamp wewnątrz. W praktyce działa to jak prowizoryczna osłona przeciwsłoneczna (kompendium) i znacząco poprawia kontrast zdjęć.

Późny poranek: rynek i boczne uliczki w miękkim świetle

Między 8:00 a 10:00, w zależności od pory roku, światło nadal bywa względnie miękkie, zwłaszcza przy lekkim zachmurzeniu. To dobry czas na „czytanie” miasteczka z bliska: faktury ścian, detale architektoniczne, przydomowe ogródki.

Architektura drewniana i układ rynku

Rynek w Lanckoronie ma niestandardowy, lekko asymetryczny układ, co daje ciekawe możliwości kompozycyjne. Zamiast klasycznego ustawienia się na środku, lepiej jest zejść bliżej jednego z narożników i budować kadr po skosie.

Co konkretnie wychwycić:

  • detale drewnianych podcieni (belki, słupy, zdobienia),
  • przetarcia farby i „warstwy czasu” na ścianach,
  • przejścia z rynku w boczne uliczki – naturalne „tunele” perspektywy.

Jeśli fotografujesz telefonem, użyj trybu z lekkim zoomem (2x lub podobnym, czyli obiektyw tele). Minimalizuje to zniekształcenia perspektywy, które przy szerokim kącie potrafią „wykrzywiać” fasady.

Boczne uliczki: mikroświaty poza głównym ruchem

Od rynku w kilku kierunkach odchodzą uliczki, które w ciągu dnia bywają niemal puste. To dobre miejsce, by złapać kadry bez ludzi albo z pojedynczymi postaciami, które dodadzą skali.

Przy takim spacerze przydaje się prosty schemat obserwacji:

  • najpierw patrzysz na ogólny układ: linia ulicy, gdzie „ucieka” horyzont,
  • potem schodzisz wzrokiem niżej: detale przy ziemi – schodki, krawężniki, rośliny,
  • na końcu zadzierasz głowę: przewody, lampy, tabliczki, które mogą domknąć kadr u góry.

W praktyce często wystarczy przesunąć się o 1–2 metry w bok, aby pozbyć się rozpraszającego elementu (np. kosza na śmieci) i uzyskać czystszą kompozycję. To tańsze „narzędzie” niż późniejsze retusze.

Środek dnia: ucieczka od ostrego światła i szukanie cienia

Około południa (szczególnie latem) światło robi się twarde i kontrastowe. Dalekie panoramy tracą miękkość, a niebo szybko się przepala na zdjęciach. Zamiast walczyć z fizyką, lepiej przełączyć się na aktywności, które korzystają z cienia: eksplorację wnętrz, detali w podcieniach, krótkie wyjścia do lasu.

Cień podcieni i wnętrza: fotografia „niskokontrastowa”

Pod drewnianymi podcieniami przy rynku powstaje naturalne „studio” z miękkim światłem odbitym. Świetnie wygląda tu ceramika, rękodzieło, kawa na stoliku, książka. Aparat nie walczy wtedy z ekstremalnym kontrastem.

Przykładowy workflow fotograficzny przy takim świetle:

  • ustawiasz ekspozycję na główny obiekt (np. filiżankę), nie na tło,
  • szukasz kontrastującego akcentu kolorystycznego (szalik, okładka książki, roślina),
  • komponujesz kadr tak, by w tle pojawił się fragment rynku – daje to kontekst miejsca bez dominowania nad obiektem.

Jeśli pracujesz na aparacie z możliwością ręcznego ustawienia przysłony, warto zejść do wartości typu f/2.8–f/4 przy krótkich ogniskowych. Rozmyjesz wtedy tło na tyle, by było czytelne, ale nie rozpraszające.

Krótkie wyjście w las: chłód, cień i struktury

Las wokół wzgórza zamkowego to naturalna klimatyzacja w letnie południe. Światło jest tu filtrowane przez liście, więc sceny są mniej kontrastowe niż w otwartym terenie. Otwiera to pole do zdjęć opartych na strukturach: kora drzew, mchy, kamienie, korzenie.

Przy takim fotografowaniu sprawdzają się dwa podejścia:

  • makro / zbliżenia – detale liści, krople wody, faktura drewna; w telefonie wystarczy tryb zbliżeniowy i spokojna ręka,
  • warstwowe kadry – pierwszy plan (gałąź, pień), drugi plan (ścieżka), trzeci plan (głębia lasu); to prosty sposób na „3D” w 2D.

Uwaga: ścieżki w lesie potrafią być śliskie nawet przy pozornie suchej pogodzie. Warstwa humusu (próchnicy) z miką liści sprawia, że podeszwę łatwo „wyrzuca” przy zejściach. W stromszych fragmentach lepiej zejść wolniej i krótszym krokiem, zamiast przyspieszać „na siłę”.

Popołudnie: powrót do panoram i rekonesans przed zachodem

Gdy słońce zaczyna schodzić niżej, światło znowu staje się łagodniejsze. To dobry moment, by wrócić myślami do panoram, ale bez powtarzania porannych ujęć 1:1. Zamiast tego lepiej potraktować popołudnie jako techniczny rekonesans przed zachodem.

Sprawdzenie punktów widokowych „pod zachód”

Kierunek słońca przy zachodzie różni się sezonowo, więc nawet jeśli znasz Lanckoronę, warto obejrzeć kluczowe miejsca kilka godzin wcześniej. Chodzi o trzy elementy:

  • czy linia drzew / zabudowa nie zasłoni słońca w momencie zachodu,
  • gdzie z grzbietu wzgórza masz najlepszą linię na pasma górskie,
  • jak rozkładają się potencjalne mgły i zamglenia w dolinach.

Praktyczna metoda: przejdź trasę, którą planujesz na zachód, między 15:00 a 17:00 (czas orientacyjny, zależny od sezonu), robiąc testowe kadry telefonem. Potem, patrząc na zdjęcia, łatwo porównasz, które miejsca dają „czystą” linię horyzontu, a które są zbyt zarośnięte.

Popołudniowe światło na rynku: inna twarz tych samych miejsc

Rynek popołudniu wygląda inaczej niż rano. Słońce oświetla inne fasady, a ruch turystyczny jest większy. Z perspektywy fotografa pojawia się dodatkowa warstwa: ludzie jako element sceny.

Jeśli lubisz street photo, ten przedział czasu jest najbardziej „gęsty”:

  • pary i rodziny siadające w ogródkach,
  • rowerzyści przejeżdżający przez rynek,
  • psy prowadzone na spacer w krótkiej pętli dookoła.

Możesz przyjąć prosty model: wybierasz stałą pozycję (np. ławka, krawędź rynku) i przez 10–15 minut fotografujesz „co przyjdzie w kadr”, zamiast gonić za scenami. Z czasem ruch sam zbuduje kilka ciekawych ujęć.

Stare miasteczko na wzgórzu o zachodzie słońca, widok z lotu ptaka
Źródło: Pexels | Autor: Anastasia Shuraeva

Zachód słońca: wybór miejsca i praca z kontrastem

Zachód w Lanckoronie to druga kulminacja dnia – inna niż świt, bo dochodzi do niego warstwa sztucznego światła (lampy, okna, samochody w dolinach). Najlepsze efekty daje połączenie widoku na góry z fragmentem zabudowy w pierwszym planie.

Punkty widokowe „na złotą godzinę”

Około 60–30 minut przed zachodem zaczyna się złota godzina. Wtedy światło jest najcieplejsze, a kontrast umiarkowany. W Lanckoronie da się wtedy pracować w dwóch reżimach:

  • otwarta panorama – grzbiet wzgórza lub okolice ruin z mocnym nastawieniem na góry i niebo,
  • półpanorama – ujęcia